Kościół w Miastku otrzymał tytuł Najświętszej Maryi Panny Wspomożenia Wiernych na upamiętnienie encykliki Ojca Świętego Piusa XII „Summi Pontificatus” z dnia 20.X.1935 roku, w której Ojciec Święty między innymi pisał: „…Krew rozliczonej masy ludzi cywilnych podnosi wstrząsającą skargę, woła szczególnie za tak ukochanym Narodem Polskim, którego przywiązanie do Kościoła, zasługi w ratowaniu kultury chrześcijańskiej, niezatartymi zgłoskami zapisane są w księdze historii i dlatego zasługuje on na współczucie całego świata. Ufając potężnemu wstawiennictwu Maryi Wspomożycielki Wiernych, oczekuje on godziny zmartwychwstania na zasadach sprawiedliwości i prawdziwego pokoju”.
Tak wołał Ojciec Święty, gdy minister Beck pragnął rozmawiać z Niemcami, a Hitler w mowie gdańskiej wyrzekł, że Polska nigdy już więcej nie powstanie.
Kościół w Miastku, czwarty z rzędu ze stojących na tym miejscu, został wybudowany po spaleniu się starego w roku 1733 przez właściciela majątku Trzcinno. Nie jest to okazała świątynia, raczej nędzna. Ściany murowane, ale sufit drewniany, oparty na drewnianych ordynarnie ociosanych słupach. Część posadzki w stanie dobrym, ale więcej niż 2/3 powierzchni drewnianej zgniła. Urządzenie kościoła pod względem artystycznym wprost ordynarne. Kupa obrzydliwie skleconych ławek. Zamiast ołtarza kancel protestancki to jest ambona z daszkiem wmontowana w „bramę” (na górze z daszkiem nieco lepszej roboty). Skrzynia ambony, jak również dwie figury świętych Piotra i Pawła tak pożarte były przez robactwo, że wprost się rozsypały. Z siedmiu okien od rynku pozostały tylko ramy. Szkło wypadło od podmuchu pocisków. Drugie siedem okien nawy poważnie uszkodzonych. Wspaniała kopuła wieży zbudowanej w 1927 roku, pokryta miedzianą blachą postrzelana.
W starych 10 głosowych organach „Grunberga” wybrano wszystkie głosy. Pozostał tylko pedał. Należało się rozłożyć pracę na lata, żeby kościół doprowadzić do możliwego stanu i wyglądu.
Trzy duże chromo-żeliwne dzwony i ładny zegar wieżowy były całą ozdobą kościoła, a jeszcze bardziej pomocny i wartościowy zegar wieżowy.
Dnia 24 maja 1946 roku przypadła uroczystość tytułu kościoła. W tymże dniu dokonano poświęcenia obrazu N.M.P. Wspomożenia Wiernych. Obraz na zamówienie wykonał pan Leonard Drapiewski, artysta malarz z Poznania, na płótnie.
W miesiącu sierpniu oszkliliśmy sześć okien w kościele.
Po raz pierwszy od niepamiętnych czasów odbyła się w Miastku procesja Bożego Ciała. Przygotowaliśmy się do tej uroczystości gorączkowo. Nie mieliśmy z czym wyjść na ulice miasta. Okazyjnie kupiliśmy chorągiew Najświętszej Maryi Panny. Zrobiliśmy kilka poduszeczek z emblematami i jedwabny baldachim. Zebraliśmy się jak najliczniej. Szliśmy i śpiewaliśmy jak najpobożniej, mieliśmy bowiem niebywałych widzów. Na ulice wyszły tłumy żołnierzy radzieckich i cywilów Niemców. Przy ołtarzykach śpiewał świeżo zorganizowany przez organistę Feliksa Wieczyńskiego mieszany chór kościelny. Porządku pilnowali, prócz polskiej milicji, oficerowie armii radzieckiej, którzy unieruchamiali przejeżdżające samochody. Ludność niemiecka opowiadała, że jak Miastko jest Miastkiem, nigdy takiej uroczystości nie widziało. Była to naprawdę niezapomniana uroczystość.
W miesiącu sierpniu wyszedł z Miastka garnizon Wojsk Radzieckich. Miasto mogło przyjąć więcej mieszkańców cywilnych. Również i wielu Niemców wyjechało za Odrę. Teraz coraz więcej zaczęło napływać osadników. Miastko i okolice nie są stronami atrakcyjnymi. Piękny zielony krajobraz nie zastąpi żyznej gleby.
Sami Niemcy niegdyś mówili, że „skowronek przed południem śpiewa w Miastku, a po południu leci do Bytowa – z braku pożywienia!” Chłopi więc znający się na wartości gleby, osiedlać się zaczęli w Miastku, gdy co lepsze było zajęte. Najgorsza gleba z całego powiatu znajduje się w okolicy Miastka.
Do Miastka przyszli ludzie z różnych stron i części Polski, żadna grupa nie stanowi większości. Wszystkich jednoczy i spaja kościół parafialny. Jedna Msza Święta i wspólny śpiew. Nieraz śpiew przypomina kocią muzykę. Każdy ciągnie po swojemu. Ludzie pytają mnie czemu w kościele nie śpiewają tak, jak trzeba – po naszemu.
Parafia nasza wzbogaciła się o dwa domy. Przejęliśmy plebanię przy ulicy Bolesława Chrobrego i dom parafialny przy ulicy Rybackiej. Oba domy potrzebują remontu. Dom parafialny należy oszklić.
Żeby dom parafialny nie uciekł nam z przed nosa, już od stycznia sublokatoruje w nim organista Feliks Wieczyński.
Plebania na ulicy Bolesława Chrobrego nikogo nie pociąga. Brak szyb, a wnętrze też nie jest w porządku. Zaczynamy remonty: oszkliliśmy dom parafialny i plebanię również. Zreperowaliśmy sieć, ubikacje, zaopatrzyłem łazienkę w piecyk i wannę, postawiliśmy płytę kuchenną. Odnowiłem ściany.
W jesieni przeniosłem plebanię z ulicy Mickiewicza na ulicę Chrobrego. Jak woły pracowaliśmy z kościelnym. Za roboty fachowe musieliśmy zapłacić. Kosztowało to niemało. O fachowców bardzo trudno. Partacze uważają się za mistrzów. Karzą sobie słono płacić. Pewien zdun przerobił na plebanii dwa piece, które nie chciały palić, po przeróbce przestały grzać, gdyż wewnątrz były jak pusta szafa.
Dom należało umeblować. Takie miała parafia szczęście, że oba domy – plebanie były pozbawione umeblowania, należało wszystkiego szukać po różnych kątach i zrujnowanych domach, a potem brać jak pasterz owce na plecy i nieść do domu. Znaleźć furę to marzenie ściętej głowy.
Często robię wypady w teren. Zachodzi potrzeba odprawiania Mszy Świętej w innych kościołach. Ludzie o to raz po raz proszą. Już w roku 1945 docieram do Wałdowa – 18 km od Miastka, Sępólna Wielkiego – 18 km od Miastka. W roku 1946 do Trzebielina – 26 km od Miastka i do Kępic – 32 km od Miastka.
Ksiądz Proboszcz z Bytowa Genge zaprasza na poświęcenie kościoła w Kołczygłowach. Księża z Bytowa już tam kolędowali, obiecują wziąć Kołczygłowy pod swoją opiekę.
Dwie Msze św. odprawiam w niedzielę w Miastku o godzinie 09.00 i 11.00, a potem wyjazd do filialnego kościoła. Powracam około godziny 05.00 po południu, często na czczo. Ksiądz Administrator poleca mi dojeżdżać aż do Kołczygłów – 42 km od Miastka.
Trzeba montować środek lokomocji. Remontuję znaleziony, a potem wykupiony wrak samochodowy. Na wyjazd wynajmuję kierowców. Benzyna i kierowca więcej mnie kosztuje niż zbiórka w kościele na tacę. Sprzedaję więc samochód, a kupuję motocykl. Mniej benzyny i nie potrzeba kierowcy (sam jeżdżę od roku 1936).
Do niektórych miejscowości idą pociągi – kiedy się wróci, któż wywróży – pociągi chodzą kiedy mogą, brak węgla, często pasażerowie muszą wysiadać i zaopatrywać pociąg w drzewo z lasu.
Na prośbę ludności święcę kościoły. Trudno czekać na zezwolenie władz centralnych. Poświęcenie nie zniszczy budynku, raczej go zabezpieczy od szabrowników. Każda wieś mająca kościół, chce zaraz mieć swego własnego proboszcza.
1. Dnia 28 VII 1946 roku poświęcam kościół w Barcinie p.w. św. Anny.
2. Dnia 15 IX 1946 roku poświęcam kościół p.w. św. Andrzeja Boboli w Biesowicach.
3. W 1946 roku poświęcamy z księdzem Genge kościół w Kołczygłowach ( który ksiądz Czapiewski poświęcił drugi raz 27 X 1946 roku ).
4. Dnia 18 VIII 1946 roku poświęcam kościół w Płocku p.w. M.B. Bolesnej.
5. Dnia 13 IV 1946 roku święcę kościół w Sępólnie Wielkim p.w. św. Wojciecha.
6. Dnia 13 IV 1946 roku poświęcam kościół w Kołtkach p.w. św. Stanisława bp.
7. Dnia 2 II 1946 roku poświęcam kościół w Wałdowie p.w. św. Stanisława Kostki.
8. Dnia 16 VI 1946 roku poświęcam kościół w Kramarzynach p.w. Najświętszego Serca Jezusa.
9. Dnia 18 VIII 1946 roku poświęcam kościół w Kępicach p.w. M.B. Różańcowej.
10. Dnia 12 V 1947 roku poświęcam kościół w Świerznie p.w. Najświętszego Serca Maryi.
11. Dnia 27 IX 1947 roku poświęcam kościół w Miłocicach p.w. św. Michała.
12. W sierpniu 1947 poświęcam kapliczkę w Dretyniu.
W roku 1946 w jesieni obejmuje Kołczygłowy ksiądz Bronisław Czapiewski. Jest już nas dwóch na cały powiat. Oprócz Kołczygłów obejmuje Trzebielino. Oddaję mu do obsługi również i Barcino.
Obserwuje się wzmożony ruch w parafii. Bardzo dużo jest ślubów, aż 160 w ciągu roku 1946. Również niemało chrztów. Biuro prowadzi organista, gdyż jestem zajęty pracą w terenie. Od początku roku szkolnego nauczam religii w miejscowej szkole powszechnej. W gimnazjum obejmuję naukę religii i geografii. Muszę pomóc, bo jest brak nauczycieli, jest nas razem z dyrektorem czterech.
Organizujemy „Caritas”. Musimy pomóc dla najbiedniejszych. Wybitne zasługi w opiece nad najbiedniejszymi mają p. Korab i p. Górska Jadwiga oraz pani Jadwiga Ryfkówna. P. Korab spoczywa na cmentarzu grzebalnym w Miastku.
